Rajdy  »  Chwile grozy, Sonik ma "Beduina" na wyciągnięcie ręki
Rajd Dakar 2015

Chwile grozy, Sonik ma "Beduina" na wyciągnięcie ręki

2015-01-17 - P. Krupka     Tagi: Rajd Dakar, Sonik
Już tylko 174 km odcinka specjalnego dzielą Rafała Sonika od mety w Buenos Aires. W piątek krakowianin pokonał przedostatni etap zmagań z 4. czasem i pewnie zmierza po pierwsze polskie zwycięstwo w 37-letniej historii Rajdu Dakar.

Kapitan Poland National Team wiedział przed startem 12. etapu, że żaden z rywali nie może mu już zagrozić. Jedyną rzeczą jaka mogłaby mu odebrać upragnione zwycięstwo była awaria. Dlatego na drodze dojazdowej do odcinka specjalnego, przez chwilę mocniej zabiło mu serce. - Silnik zaczął wyrzucać olej. Byłem dość przerażony, bo jego stan był prawidłowy, ale miałem pochlapane buty i tylni wahacz. Na szczęście miałem czas, żeby powycierać cały silnik papierem. Okazało się, że jedna ze śrub w bloku silnika poluzowała się i stamtąd chlapał olej - relacjonował krakowianin, który przez kilka minut najadł się więcej strachu niż na wszystkich poprzednich etapach. Aby zapobiec ewentualnej awarii quadowiec powziął również inne kroki. Jednym z nich było… nacięcie zatyczek do uszu. - Na ogół jedziemy „na głucho”, żeby nie męczyć głowy hukiem silnika. Tym razem wolałem poświęcić uszy, żeby lepiej słyszeć silnik i dzięki temu bardziej go oszczędzać. Na tym rajdzie katujemy silniki na dużych obrotach, a to jest tak, jak z sercem konia. Gdyby jeździec słyszał bicie serca swojego zwierzęcia, to by go nie zamęczył. Sercem quada jest silnik, słysząc go mogę pilnować, żeby go nie „zajechać” - obrazowo tłumaczył Sonik.
Rajd Dakar 2015Rajd Dakar 2015
Trasa piątkowych zmagań wiodła przez wąskie górskie drogi i przecinała liczne rzeki oraz potoki. Jej charakterystyka pozwalała na szybką jazdę, ale tylko pod warunkiem dobrej widoczności. Tymczasem w pełnym słońcu, ponad trasą wzbijały się tumany kurzu. - Wyprzedzanie dziś było skrajnie niebezpieczne. Ja sam zostawiłem za plecami tylko jednego quadowca i może trzech motocyklistów. Widziałem zawodnika, który miał połamane żebra, bo nie zmieścił się w ciasnym zakręcie… - opowiadał.

- To ogromne szczęście, że nie musimy już ścigać się o sekundy, bo dziś mogłoby się to naprawdę źle skończyć
- komentował „SuperSonik”.
Dojazdówkę do Roasrio motocykliści i quadowcy pokonali już w… ciężarówkach serwisowych. Organizator stwierdził, że nie ma sensu jeszcze bardziej zamęczać i tak już mocno nadwyrężonych silników. Pojazdy zostały więc zapakowane, a zawodnicy ostatnie 500 km odbyli w pojazdach assistance. W sobotę czeka ich ostatni „etap przyjaźni” i liczący 174 km odcinek specjalny. Potem już rampa i chwila, na którą Rafał Sonik czeka od siedmiu lat.

Wyniki XII etapu:
1. Christophe Declerck (FRA) 3:47.15
2. Nelson Sanabria (PRY) + 7.09
3. Walter Nosiglia (BOL) + 9.31
4. Rafał Sonik (POL) + 10.05

Klasyfikacja generalna:
1. Rafał Sonik (POL) 56:05.18
2. Jeremias Gonzalez Ferioli (ARG) + 2:52.17
3. Walter Nosiglia (BOL) + 3:41.29



źródło: inf, prasowa

Dodaj komentarz

Nick
Treść
Wpisz kod
z obrazka
Aby komentować pod zarezerowanym, stałym nickiem, bez potrzeby
logowania się za każdym wejściem, musisz się zarejestrować lub zalogować.

Zaloguj się

Login Hasło
0

Komentarze do:

Chwile grozy, Sonik ma "Beduina" na wyciągnięcie ręki